Wraz z wprowadzeniem AI Max Google zmienia sposób działania dopasowań słów kluczowych oraz raportowania zapytań. Z pozoru narzędzie ma pomagać w skalowaniu kampanii, ale testy przeprowadzone przez zespół Adalysis pokazują, że AI Max często zaciera granice między dopasowaniami, przypisuje ruch nie tym słowom kluczowym, które go faktycznie generują, a w efekcie tworzy niebezpieczne „ślepe strefy” dla reklamodawców. Dla firm, które opierają swoje kampanie na precyzyjnej kontroli wyszukiwanych haseł, może to oznaczać konieczność gruntownej zmiany podejścia.
📝 Czego dowiesz się z tego artykułu:
AI Max nie jest narzędziem szkodliwym z definicji, jednak jego działanie może negatywnie wpływać na kampanie, w których kluczowa jest precyzja. W szczególności warto przemyśleć jego wykorzystanie, jeśli:
Jeśli głównym celem jest korzystanie z dopasowania przybliżonego, łatwiej i bezpieczniej jest dodać takie słowa ręcznie. Pozwoli to zachować pełną kontrolę nad raportowaniem i strukturą kampanii.
Testy Adalysis ujawniły, że jeśli w kampanii brakuje słowa kluczowego w dopasowaniu przybliżonym, AI Max zachowuje się tak, jakby było ono dodane – nawet jeśli występuje tylko w dopasowaniu exact lub phrase. W praktyce oznacza to:
Aby odzyskać pełną widoczność, eksperci Adalysis zalecają dodanie broad match dla wszystkich kluczowych słów – nawet jeśli normalnie nie używalibyśmy ich w tym dopasowaniu.
AI Max dodatkowo pogłębia chaos w Search Terms. W testach wykazano m.in.:
Filtrowanie ruchu markowego pomaga tylko częściowo – literówki i warianty fleksyjne nadal mogą „przeciekać”, dlatego szerokie listy wykluczeń są absolutnie konieczne.
AI Max często nie generuje nowego ruchu, lecz jedynie przypisuje sobie istniejące frazy. Ponadto potrafi on:
To wyjaśnia, dlaczego część reklamodawców obserwuje „magicznie poprawioną skuteczność”, choć liczba wartościowych zapytań się nie zmienia.
Adalysis zidentyfikował także zapytania, których nie da się powiązać z żadnym słowem kluczowym ani treścią na stronie. Mogą one wynikać z technologii działania kampanii pozbawionych słów kluczowych, lecz Google nie potwierdził oficjalnie tego mechanizmu.
Aby właściwie interpretować wpływ AI Max, zaleca się deduplikowanie zapytań w obrębie typów dopasowań. Pozwala to odróżnić realną wartość od ruchu przypisanego na siłę.
Google deklaruje, że dopasowanie exact powinno wygrywać, jeśli zapytanie jest identyczne. Jednak testy pokazały, że AI Max potrafi to zachowanie nadpisać, przypisując ruch do swoich algorytmicznych rozszerzeń.
W efekcie, aby chronić ważne frazy, reklamodawcy muszą dodawać nawet literówki jako exact match – inaczej istnieje ryzyko, że zapytania te zostaną przekierowane do mniej adekwatnych grup reklam.
AI Max może skalować kampanie i docierać do nowych odbiorców, ale jednocześnie potrafi:
Jeśli nie wiadomo, które słowa faktycznie uruchamiają kampanię, trudno mówić o kontroli i efektywnej optymalizacji.
Wnioski z testów Adalysis są jasne:
Nawet w erze automatyzacji zarządzanie wyszukiwanymi hasłami pozostaje jednym z kluczowych elementów kontroli kampanii.
AI Max to kolejny krok Google w stronę pełnej automatyzacji wyszukiwania, ale jednocześnie przykład, jak bardzo algorytmy potrafią zaburzyć dane, na których opiera się optymalizacja. W tym rozwiązaniu może i jest jakiś potencjał – ale tylko pod warunkiem, że reklamodawca świadomie kontroluje strukturę kampanii, negatywne słowa kluczowe i dodaje strategiczne frazy w dopasowaniu exact. Automatyzacja może pomagać, ale nie zastąpi precyzji, która w Google Ads wciąż jest fundamentem skuteczności.
➡️ Przeczytaj także artykuł: GA4 w firmach B2B – pomiar długich procesów sprzedażowych - Jak mierzyć procesy sprzedażowe, które trwają tygodnie lub miesiące? W sprzedaży B2B rzadko kiedy da się powiedzieć: „klient zobaczył reklamę, kliknął, kupił – wszystko w jeden dzień”. Oczywiście chcielibyśmy, żeby tak to wyglądało, ale życie to nie bajka. Częściej wygląda to tak: pierwsza wizyta z kampanii, potem pobrany e-book, po kilku tygodniach zapis na demo, jeszcze później rozmowy z działem sprzedaży, a finalna decyzja – po miesiącu albo dwóch. W takim świecie sprowadzanie analityki do prostego „ile było kliknięć i formularzy” jest po prostu mylące. GA4 nic tu automatycznie nie zepsuło – ale wymaga świadomej konfiguracji pod rzeczywistość B2B.
